Katedra ewangelicka
Wspomniana w poprzednim poście Kulttuurisauna zrobiła na mnie i moim przyjacielu fantastyczne wrażenie. Jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc już po wyjściu snuliśmy plany na kolejny dzień. Rzecz jasna najważniejszym punktem programu znów miała być sauna. Przeszukaliśmy internet i znaleźliśmy tę najlepszą. Niestety, następnego dnia wieczorem okazało się, że musimy zmienić plany. Dosięgła nas bowiem... delikatna „zemsta Wikinga”, a z taką przypadłością trudno delektować się miastem czy saunowaniem. Nie chcieliśmy jednak tracić dnia, więc uznaliśmy, że odwiedzimy chociaż saunę hotelową. Chcieliśmy sprawdzić, czy różni się od tych polskich, mając jednocześnie blisko do pokoju.
Fińska zupa z łososiem
Sauna okazała się całkiem zwyczajna. Jedyną różnicą była drewniana poręcz, która znajduje się chyba w każdym fińskim obiekcie tego typu. Nie ma się więc nad czym rozpisywać. W związku z tym opowiem Wam trochę o samych Helsinkach i fińskiej kulturze saunowania.
Kanapka z renifera i pasztety z niedźwiedzia, łosia czy renifera właśnie. To, że Finowie kochają saunę, jest oczywiste. Korzystają z niej niemal wszyscy i to w zasadzie wszędzie. Sauny znajdziemy w każdym mieście i wsi: przy ulicach, w kamienicach, blokach, niektórych muzeach, a nawet na kole młyńskim w centrum stolicy. Finowie mają jednak inne podejście do saunowania niż my. W Polsce to miejsce odpoczynku, relaksu i ciszy. W Finlandii zaś to przede wszystkim miejsce spotkań towarzyskich. W środku jest głośno, gwarno i słychać mnóstwo śmiechu. Nikomu to nie przeszkadza – ludzie przychodzą tam po prostu po to, żeby pogadać. W Polsce taki gwar zostałby uznany za nietakt.
Koło młyńskie z sauną (brązowy wagonik po prawej stronie) Ciekawą różnicą jest też fakt, że w fińskiej saunie się nie leży. Każdy ma swój ręcznik lub podkładkę (zwykłą szmatkę) i na niej siedzi. Przynajmniej ja nie spotkałem się z leżeniem, które u nas jest standardem i nikomu nie wadzi (osobiście chyba wolę nasz polski styl ;)). Kolejną rzeczą, na którą zwróciłem uwagę, jest muzyka. W saunach nad Wisłą często słyszymy kojącą muzykę, natomiast w Finlandii panuje pod tym względem cisza. Zresztą, kto by jej słuchał, skoro Finowie cały czas rozmawiają? Siedząc w strefie odpoczynku, czytają gazety i sączą piwko. Tak w skrócie wygląda fińska sauna i jej odmienność od naszej.
Na koniec kilka słów o samych Helsinkach. Miasto nie jest duże – centrum i stare miasto można zwiedzić w jedno popołudnie. Bardzo łatwo się tu odnaleźć. Oto kilka punktów, które warto zobaczyć:
- Kauppahalli, czyli hala targowa. Można tu znaleźć wiele przysmaków: ryby, owoce morza i różne rodzaje mięs. Są tu bary serwujące ciekawe obiady oraz kanapki – np. z mięsem niedźwiedzia, łosia czy renifera. Próbowałem tej ostatniej i szczerze polecam.
- Katedra w Helsinkach na Placu Senackim. To biały kościół ewangelicko-augsburski z lat 30. XIX wieku. Góruje dumnie nad jednym z głównych placów stolicy i wygląda naprawdę pięknie.
- Dom Sederholma. To najstarszy murowany budynek w centrum Helsinek. Kamienica pochodzi z 1757 roku i znajduje się, podobnie jak katedra, przy Placu Senackim.
- Kotiharjun Sauna. Temu miejscu poświęcę osobny post, do którego lektury już teraz zapraszam. Myślę, że będzie warto.
Mógłbym wymienić jeszcze kilka punktów, ale nie chcę Was zanudzać. Ogólnie Helsinki to fascynujące miasto, zupełnie inne niż popularna Barcelona czy Rzym. Ja na pewno chciałbym tam kiedyś wrócić.
Jeśli podoba Ci się ten post – skomentuj go, udostępnij lub polub na profilu ProjektSauna na Facebooku.
Z gorącym pozdrowieniem,
Jurek
Jurek







Komentarze
Prześlij komentarz